Był sobie zasilacz do laptopa, służył wiernie ponad rok.
Kupiłem nowego laptopa, starego przestałem używać, ale po jakimś miesiącu musiałem z niego skorzystać. Podłączam zasilacz do prądu i co? Piiik... piiik... piiik... pierwsza myśl wygenerowana przez nieświadomość - bomba. Druga, bardziej świadoma myśl - zasilacz się zepsuł.
No cóż, zepsuł się od leżenia i nicnierobienia? Bywa, jakoś starałem się to zrozumieć.
Ale tego, że po kolejnym miesiącu leżenia i nicnierobienia sam się zreperował już nie pojmuję. Jakim cudem?
moze prądu nie bylo poprostu w gniazdku ? ;p
Nie, bo zasilacz pikał, a dioda się nie zapalała ;)
Może przedtem na żyle wodnej leżał?
Może ;) W ogóle ten pokój, w którym teraz jestem jest... dziwny – każdy telefon gubi w nim zasięg.
Podobnie miałem z ładowarką do Motoroli xD Nie chciała ładować, więc ją do szuflady rzuciłem i wziąłem 2gą ładowarkę. Ta się po pewnym czasie popsuła, to tamta poprzednia zaczęła działać xD Dziwne... . Pozdro.
To ma być dziwne? Ja mam kartę z wyjściem telewizyjnym, która co pół roku gubi kolory, a na drugie pół odzyskuje.
Sumienie go gryzło. A tak na serio może coś jest przerwane czy coś i się raz łączy, a raz nie ;-) Sporo rzeczy tak ma.